list do Biskupów polskich przeciwko nakłanianiu do przyjmowania uchodźców

Wielebni Arcybiskupi i Biskupi polscy!

Członkowie polskiego Episkopatu!

Czcigodni Arcypasterze!  

Dobry pasterz zna swoje owce a one go znają. Dobry pasterz nie wydaje owiec wilkom ani ich nie podmienia. Naród Polski wciąż jeszcze żywiący cześć do Wiary Katolickiej zwykł słuchać duszpasterzy i liczyć się z ich zdaniem. Lud Polski oddawał cześć i darzył głębokim szacunkiem tych, którzy, jak Stanisław Szczepanowski, nie lękali się władzy świeckiej; którzy, jak Jacek Odrowąż, przedkładali obronę wiary nad własne życie; którzy, jak Andrzej Bobola, szli w świat, by nauczać wszystkie narody; którzy, jak Maksymilian Kolbe, życie oddawali za życie.

Nie zawsze jednak ci, których Bóg powołał na naszych pasterzy, z włodarstwa swego mogli zdać dobrą sprawę. Nie zawsze byli to kapłani, którzy owce swe znali. Bywało, że owce, pozostawiane same sobie, nie rozpoznawały głosu pasterzy, gdy ci nie liczyli się z owiec tych dobrem. Biskupów Massalskiego i Kossakowskiego, którzy za nic mieli przywiązanie pobożnego ludu do takich wartości, jak miłość Ojczyzny, jej niezależność i uprawnione pragnienie życia sami wśród swoich, Lud Polski w przyspieszonym trybie odesłał na spotkanie ze Stwórcą. Zdarzało się także, niestety, że owce zostawiane były przez swoich pasterzy nie tylko w sensie duchowym – gdy ci nie dzielili z nimi ich naturalnych i uzasadnionych pragnień – ale i fizycznym, gdy w czasie wojen książęta Kościoła unosili za granice głowy, uciekając do modlitw.

Polski Naród ustami zsyłanych mu z Nieba Pocieszycieli umiał rozróżniać między należną czcią oddawaną Tej, co Jasnej broni Częstochowy i w Ostrej Świeci Bramie, a trzeźwym osądem soli, która straciła swój smak, i śmiało powtarzał za Wieszczem: Polsko, twa zguba w Rzymie!

Bo oto między innymi z Rzymu nadawany jest uporczywy sygnał, któremu część z Was czuje się, Czcigodni Arcypasterze, zobowiązana uczynić zadość, aby otworzyć na oścież drzwi Europy i naszej Ojczyzny, i gościć wśród nas rzekomo potrzebujących pomocy.

Spodobało się Bogu mieć narody.

Jesteście, Czcigodni Arcypasterze, wykształceni i rozmodleni. Znacie teologię, jak i wiele innych dziedzin wiedzy, a w służbie Chrystusa i dla dobra powierzonych sobie ludzi objeżdżacie wiele krajów, a nawet kontynentów. Widzicie, co się dzieje w państwach, do których napłynęli ludzie z Trzeciego Świata i doskonale rozumiecie, że obecny stan rzeczy miał, jak wszystkie zjawiska, jak nasze problemy z rycerzami zakonnymi, skromne i niewinne początki. Rozporządzacie więc rozległym doświadczeniem. Z całym szacunkiem zatem stawiam Wam, Czcigodni, pytania:

Jak bardzo trzeba zatykać sobie uszy i zamykać oczy, żeby nie wiedzieć i żeby nie widzieć, że odbywająca się na naszych oczach wędrówka ludów z Trzeciego Świata do Europy to nie exodus z ziemi egipskiej, z domu niewoli, tylko zamierzona, konsekwentnie przeprowadzana, na wielką skalę akcja przesiedleńcza, akcja przeszczepiania na nasz grunt obcych narodów, kultur i wierzeń, która obliczona jest na dokonanie trwałej zmiany etnicznego oblicza kontynentu, zamiany Europy białej na kolorową? Czyż tego nie widzicie? Przecież patronujący temu procederowi unijni komisarze (czy naprawdę, zwłaszcza starszym z Was, ta nazwa z niczym się nie kojarzy?), prezesi organizacji pozarządowych i rozmaici samozwańczy dobroczyńcy ludzkości, inżynierowie otwartego społeczeństwa wcale a wcale nie kryją się ze swoimi zamierzeniami.

Jak bardzo trzeba zatykać sobie uszy i zamykać oczy, żeby nie wiedzieć i żeby nie widzieć, że mieszanie narodowości na wspólnym terenie zawsze prowadzi do wojen domowych i czystek etnicznych, że wielonarodowe struktury społeczne skazane są na nieuchronny rozpad i upadek (pierwsza Rzeczpospolita najlepszym tego przykładem), że istnieją ludzkie rasy, które, na złość pobożnym życzeniom pięknoduchów, różnią się bardzo fizycznie i psychicznie, co na dłuższą metę uniemożliwia ich pokojowe współistnienie na wspólnym terytorium, co skutkuje powstawaniem odrębnych dzielnic, nieustannych napięć i niepokojów społecznych? 

Jak bardzo trzeba zatykać sobie uszy i zamykać oczy, żeby nie wiedzieć i żeby nie widzieć, że przybywające do Europy masy ludzkie nie szukają tu tymczasowego schronienia przed wojną lub innymi nieszczęściami? Przecież od pierwszego dnia ich pobytu tutaj mówi się o procesie ich integracji i asymilacji, a zatem ogłasza się urbi et orbi, że przybywający ani myślą wracać do siebie.

Jak bardzo trzeba zatykać sobie uszy i zamykać oczy, żeby nie wiedzieć i żeby nie widzieć, że przybywający do nas ludzie, to uciekinierzy z własnych ojczyzn, których nie obchodzi ich własny kraj, nie obchodzą pozostawieni w kraju rodacy; to uciekinierzy, którzy przybywają do nas nie po bezpieczeństwo czy schronienie, ale po dobra materialne, które Europa hojnie i za darmo im daje? Przecież prawdziwi pogorzelcy lub powodzianie, a przy tym ludzie obdarzeni poczuciem godności osobistej, korzystają z pomocy sąsiadów tylko wtedy, gdy naprawdę muszą, i starają się jak najszybciej powrócić do swych odbudowanych jako tako domostw, bo tak nakazuje im honor a także miłość własnej ojcowizny, i jeszcze starają się swym dobroczyńcom okazać wdzięczność. Czy mamy obecnie do czynienia z czymś podobnym?

Jak bardzo trzeba zatykać sobie uszy i zamykać oczy, żeby nie wiedzieć i żeby nie widzieć, że ogłaszanie Trzeciemu Światu wszem i wobec, iż my, Europejczycy, mamy obowiązek mu bezwarunkowo pomagać, nieuchronnie wynaturzy się w układ nosiciel-pasożyt?

Jak bardzo trzeba zatykać sobie uszy i zamykać oczy, żeby nie wiedzieć i żeby nie widzieć, że oto ochoczo część z Was wypełnia, Czcigodni Arcypasterze, agendę ateistycznej i liberalnej lewicy europejskiej, która steruje Wami przytaczając Wam nasze Święte Teksty Natchnione? Czyż nie rozpoznajecie pustyni i onego Kusiciela, cytującego Pisma, który Wam zleca do wykonania określone zadanie? Czyż nie dostrzegacie, że trzeba mu powiedzieć, Idź precz!, że trzeba mu powiedzieć, iż Bogu należy służyć i tylko jemu oddawać cześć? Czyż nie wiecie, że anioł ciemności przychodzi spowity w płaszcz dobra? 

Czyż nie widzicie, czyż nie wiecie, że współczesny świat zmierza do dekonstrukcji całego boskiego a zarazem naturalnego porządku, w ramach którego zniszczenie jednorodnych narodów, to tylko jeden z elementów walki z wiarą, na równi z niszczeniem rodziny, moralności, ról płci i samych biologicznych płci? I Wy, Czcigodni, wpisujecie się swymi działaniami w ten zamysł?

Powinniście głosić Krzyż, a tymczasem pomagacie ludziom od Krzyża uciekać. Oto na krakowskim spotkaniu międzynarodowej młodzieży młoda Syryjka daje publiczne świadectwo, jak to straciła sens życia i wiary przebywając w swoim kraju, w swojej ojczyźnie wśród rodaków, i odzyskała go dopiero wtedy, gdy z kraju tego uciekła. I to jest świadectwo chrześcijanki? Że uciekła od Krzyża? I wy ją stawiacie za wzór?

Powinniście, Czcigodni, jak Jan Chrzciciel Bezgłowy, jak nastający w porę i nie w porę Paweł z Tarsu, jak Wasz, jak Nasz, Ukrzyżowany Zbawiciel nawracać narody, a nie je przesiedlać; wskazywać na drogę krzyżową, wąską i stromą, a nie na szerokie i wygodne europejskie autostrady; na wielodniowy post i wyrzeczenie a nie na europejski socjał; powinniście wzywać młodych Europejczyków do zarzucenia rozpowszechnionej i całkowicie już akceptowanej, nawet przez starsze pokolenie, praktyki wspólnego zamieszkiwania bez sakramentu małżeństwa, praktyki zamykania się na przyjęcie nowego życia a nie nakłaniać tychże do zagłaskiwania tlących się wyrzutów sumienia pokazywaniem rzekomej dobroci, polegającej na przyjmowaniu obcych i, zamiast współtworzenia z Bogiem nowego życia tu, importowania go z odległych kontynentów.

Dlaczego, Czcigodni, posługujecie się zasadami naszej Wiary, by osłabić nasze naturalne a więc pochodzące od Boga pragnienie obrony Domu Naszego? Czy chcecie być jak owi azteccy kapłani, którzy sparaliżowali opór wiernych głosząc im, że nadciagający zza wielkiej wody najeźdźcy to wysłannicy Boga czy zgoła sam Bóg wcielony i doprowadzili do zagłady własnego narodu?

Czyż nie dochodzą do Was, Czcigodni Arcypasterze, głosy, że budzący się w Europie ruch oporu wobec masowego planowego przesiedlania ludności i niwelowania spójności zasiedziałych tu narodów, widząc odstępstwo swoich pasterzy, szuka duchowego przywództwa w powrocie do wierzeń przedchrześcijańskich przodków? Jaką sprawę zdacie z włodarstwa swego przed Stwórcą, żeście tę młodzież w cudzych bogów ramiona wpędzili? 

I wreszcie, Czcigodni: Co jest moralnie naganne w tym, że chcemy żyć sami wśród swoich, w domu naszym, w domu, który odziedziczyliśmy po Przodkach naszych? Najeżdżające nas masy ludzkie z pewnością nie chciałyby (bo i rzeczywiście nie chciały) widzieć, jak ich kraje zalewamy na przykład my, Europejczycy. Dlaczego więc czynią nam to, co im byłoby niemiłe? Dlaczego Wy ich w najeździe tym wspieracie i utwierdzacie? I dlaczego nasza przed tym obrona miałaby być moralnie naganna? Czy stoją za taką Waszą postawą argumenty inne niż te, które nam podajecie?

Chcielibyśmy w Was mieć postaci na miarę prymasa Stefana Wyszyńskiego, a nie prymasa Michała Jerzego Poniatowskiego. Bądźcie nam pasterzami, którzy owce swoje znają i nie wydają wilkom.


LUB

Twój adres e-mail nie będzie widoczny na naszej stronie. Jednak należy zaznaczyć, że autor petycji zobaczy wszystkie informacje, które udostępnisz w tym formularzu.

Otrzymasz e-mail z linkiem potwierdzającym Twój podpis. Aby mieć pewność, że otrzymasz nasze wiadomości e-mail dodaj info@petycjeonline.com do swojej książki adresowej lub listy bezpiecznych nadawców.
Facebook