Petycja ws. mieszkań zakładowych oddanych za darmo spółdzielniom

TEMIDA

/ #320 Re: do temida # 317

2012-01-14 15:51

#319: Wiesław - do temida # 317

Panie Wiesławie, do oceny tego problemu nie jest wcale potrzebny biegły. To rachunek prosty jak drut. Może go wykonać bez problemu sam prokurator czy sędzia, pod warunkiem, że ma wolę wydać sprawiedliwę orzeczenie. W tym rachunku stosuje się tylko cztery podstawowe działania arytmetyczne: dodawanie , odejmowanie, mnożenie i dzielenie. Trzeba po prostu policzyć ile od dnia powstania spółdzielni najemca wpłacił jej z tytułu funduszu remontowego i funduszu konserwacyjnego. U nas te kwoty płacone były w  zł/m2 mieszkania. Policzenie tego w oparciu o dokumenty uchwał ZPCz wyciągniętych z KRS przy znajomości powierzchni mieszkania to naprawdę żaden problem. Potem należy wykazać rachunki wszystkich remontów przeprowadzonych przez spółdzielnię w danym budynku. Tych rachunków nie jest tak znowu wiele bo w budynkach budowanych w latach 70-tych i 80-tych nie trzeba było nic robić przez 30 lat, najwyżej klatkę schodową pomalować. Najbardziej kosztowne remonty to były ocieplenia, które spółdzielnie wykonywały w tych budynkach. Policzenie sumy remontów wykonanych przez spółdzielnię w budynku to też żaden problem. Tą sumę dzieli się przez powierzchnię mieszkalną w budynku i wychodzi liczba określająca kwotę wydaną przez spółdzielnię na remonty wykonane w budynku w przeliczeniu na 1m2 powierzchni mieszkalnej. Kwotę tą mnoży się przez powierzchnię mieszkania lokatora, który je nabywa . Następnie, od łącznej kwoty wpłaconego przez lokatora funduszu remontowego i konserwacyjnego odejmuje się kwotę remontów przypadających na jego  mieszkanie. Jeśli remontów było więcej niż wpłaconych funduszy, lokator musi wpłacić różnicę. Zapewniam jednak, że z naszych wyliczeń wynikało iż wpłacone przez lokatorów kwoty tytułem obydwu funduszy pokrywały koszt remontów włącznie z ociepleniem w zdecydowanej większości budynków. Ludziom zaś wmawiano, że muszą dopłacić bo nasi prezesi kiwali ich na kwotach wniesionych przez nich tytułem obydwu funduszy.

Prokuratorzy i sędziowie którzy rozpoznawali ten temat , ponieważ sprawa widoczna jest wręcz gołym okiem, szukają sposobów by się wyłgać od rozstrzygania przeciwko spółdzielni. Naszą sądową sprawę przetrzymali, żeby w I- szej instancji wyłgać się argumentem, że Trybunał uchylił  przepis w związku z czym nie ma podstaw prawnych do orzekania o nakładach. W drugiej instancji uchylili sugerując, że teraz jest za darmo, ale zamiast przyznać,  to niepotrzebnie odesłali do I-szej.  Ta zawiesiła w oczekiwaniu na drugi wyrok TK, żeby nam powiedzieć, że teraz w ogóle się nie należy. I tak lecą w durnia. A po której stronie opowiadają się te ich manipulacje, to przecież  widać gołym okiem.

W prokuraturze, to samo. Dowody na to ile lokator wpłacił tytułem obydwu funduszy zniknęły z akt sprawy. Wyobrażacie sobie to. Prokurator popełnia przestępstwo przeciwko dowodom zgromadzonym w prowadzonej przez niego sprawie, bo dowody są niekorzystne dla spółdzielni. Jak postawimy wniosek o wszczęcie śledztwa w tej sprawie, to dowody schowane do innego biurka się znajdą  i prokuratura, która to śledztwo poprowadzi napisze nam, że nie rozumie o co nam chodzi, przecież dowody są. Taki numer już przerabialiśmy. Prokuratorzy, żeby udaremnić nasz zarzut po prostu grają na zwłokę w czasie i czekają, aż się przedawni, żeby śledztwo umorzyć. A po której stronie opowiadają się takie prokuratorskie manipulacje prawem, też widać gołym okiem.