Petycja w obronie polskiej szkoły
Skontaktuj się z autorem petycji
Burzyc łatwo, odbudować trudniej. Koszty reformy poniesie rodzic.
Nieprzemyślana zmiana, niepotrzebna, w dodatku naraża państwo, podatników na kolejne ogromne koszty. Zmiany te nie naprawią młodzieży, bo wina leży zupełnie gdzie indziej.
This comment has been removed by the person who wrote it.
''Połowa zmartwień tego świata wywoływana jest przez ludzi którzy podejmuą decyzje nim zdobędą wystarczającą wiedzę by móc te decyzje podejmować"
Pamiętam początki poprzedniej reformy - duże nadzieje na poprawę poziomu nauczania, ale i ogromny bałagan związany z zmianami w programach, błędami w pośpiesznie przygotowywanych podręcznikach i przystosowywaniem się szkół do nowych warunków. Początki nie były łatwe. Po latach Gimnazjum w którym pracuję wypracowało metody pracy z uczniami zarówno najlepszymi (liczne osiągnięcia na szczeblu wojewódzkim i ogólnopolskim) jak i tymi, którzy sprawiają problemy (poczucie bezpieczeństwa wśród uczniów analizowane corocznie anonimowymi ankietami jest bardzo wysokie). To, że problemy wychowawcze znikną po likwidacji gimnazjów, według mnie jest tylko marzeniem. Uczniowie którzy sprawiają problemy w naszej szkole, zazwyczaj sprawiali je już w podstawówce. Dużo pracy kosztowało nas to, aby nie tylko nie rozrastały się w Naszej Szkole, ale aby udało się nam je zmniejszyć. Pracowaliśmy całym, dużym, zgranym zespołem. Nauczyliśmy się rozmawiać, tworzyć, poznawać i uczyć z młodymi ludźmi w wieku 13- 16 lat. A jak wszyscy wiedzą, nie jest to łatwy wiek.
I tu pojawia się problem - czy nauczyciele będą potrafili szybko przestawić się na uczniów z innych grup wiekowych - ci z szkół podstawowych na piętnastolatków, z gimnazjów na dziesięciolatków? To dwa różne światy, zarówno pod względem emocjonalnym jak i poznawczym, a bardzo wielu nauczycieli od dawna uczy tylko w jednym z poziomów szkół.
Może gimnazja z jakiegoś powodu nie wszędzie się sprawdziły - ale czy nie lepiej zdiagnozować problem i go naprawić niż brnąć w reformę, która nie daje gwarancji sukcesu?
Uczyłam się w szkole ośmioklasowej, w dawnych, podobno jeśli chodzi o zachowanie uczniów, lepszych czasach . Mieliśmy w trzydziestoosobowej klasie kilku notorycznych agresorów (bijatyki, także z agresją wobec dziewcząt), pijących, palących i wagarowiczów. Klasa patologiczna? Nie. Klasa będąca odbiciem swojego środowiska. I zbyt liczna, żeby zapanował nad nią przemęczony nauczyciel, który o ile pamiętam, musiał przepracować w szkole (nie licząc prac wykonywanych w domu) około 30 godzin. Jak widać liczba osiem nie jest lekarstwem na całe zło.
Mamy coraz lepsze, mierzalne wyniki w edukacji dzieci i młodzieży - doskonalmy je, a nie róbmy rewolucji, która wprowadzi bałagan na kilka lat, a niekoniecznie poprawi sytuację później.
Reformy zacznijmy od dokładnej analizy treści podstawy programowej ( czy to wszystko uczniom naprawdę potrzebne??), zmniejszmy ilość uczniów w klasach, wtedy każde dziecko będzie zaopiekowane , dopilnowane i nauczone!
Po co psuć strukturę, która funkcjonuje coraz lepiej. Reforma = poprawa a nie destrukcja. Poprawiajmy licea, szkoły średnie, zacznijmy od przedszkola.
Re:
Byłam świadkiem i uczestniczką likwidacji podstawówki, w której powstawało gimnazjum, a działo się! Oj działo!
Wzięłam bardzo aktywny udział w nadaniu osobowości i charakteru mojego gimnazjum. Wele pracy nawet kosztem zarywanych nocy, by było jak dzisiaj. To nowoczesna szkoła, z wieloma własnymi programami, sukcesami wychowawczymi, świetnie wyposażona w pomoce najnowszej generacji, itd. Nigdy nie było w tym gimnazjum przyzwolenia na łamanie norm społecznych i prawa. Prowadzililiśmy mierzenia jakości pracy szkoły, ewaluacje wewnętrzne, poddawani byliśmy zewnętrznym, by poznać mocne i słabsze stony, by doskonalić co można i kontynuować co się sprawdziło. Ci, którzy mówią o powrocie do czegoś co było, nie mają pojęcia o czym mówią. Nigdy w osmioletnich podstawówkach, a więc w dawnym systemie oświaty, uczeń nie był tak ważny, jak po reformie w 1999 r. Kolejni Ministrowie EN wdrażali nam pomysły polityków. Minister Giertych za rządów PIS w koalicji z Samoobroną chciał rozwiązać mundurkami problem agreji w szkołach, ale też dał nauczycielom uprawnienia pracowników administracji państwoej. Kompetencją do bycia ostatnią Minister EN za rządów PO, było posiadania własnych dzieci. O mądrych zmianach programowych jakoś nie słyszałam. Oświata jest wciąż piętą Achilesa kolejnych polityków, którym obce jest: "Takie będą narody, jakie ich młodzieży chowanie". Na czym oprzeć chcą swoje decyzje? Nie wiem!!!
| This discussion has been closed. |